Ratajski wyrósł i wychował się w Zalesiu Wielkim w rodzinie włościańsko-szlacheckiej. Nie był bogaty, jednak miał marzenia. To dzięki nim ukończył elitarne Gimnazjum św. Marii Magdaleny w Poznaniu. Stypendium, które otrzymał pozwoliło mu studiować prawo w Berlinie. Miał pasję. Grał w tenisa i wygrywał. To na poznańskim korcie poznał swą przyszłą żonę z domu May. To nazwisko wiele mówiło nie tylko w Poznaniu. Właściciel potężnej fabryki na Starołęce należał do najbogatszych ludzi w Polsce. Jego córka dziedziczyła wszystko. To dla niej przyszły prezydent miał porzucić swą wcześniejszą narzeczoną – równie piękną kobietę. Wszedł do rodziny i dostał udziały. Z dnia na dzień stał się jednym z najbogatszych ludzi w mieście.
Zaczął od spacerów
Związał się z silną w Poznaniu Narodową Demokracją. Mając poparcie rzucił się w wir polityki. Po śmierci Jarogniewa Drwęskiego, w 1922 roku został prezydentem Poznania. Ówczesne ustawodawstwo przewidywało 12-letnią kadencję.
Zaczął od spacerów. Nie miał samochodu, więc każdego dnia rano szedł z ulicy Chopina do magistratu często zmieniając drogę. Cel? Zobaczyć gdzie ,,leży pies pogrzebany’’, a gdzie szwankuje urząd. Efekt? Poranne połajanki i ręczne sterowanie porządkami w mieście. Efekt końcowy? Najczystsze miasto w RP.
Był niesamowicie sumienny. Miał też wizję przyszłego Poznania. To ta wizja spowodowała, że za jego czasów liczba inwestycji przekroczyła marzenia. Jego zaangażowanie w samorząd spowodowało, że szybko dostrzeżono go w Warszawie.
Realizował marzenia
W 1924 roku wziął urlop i został ministrem spraw wewnętrznych. Urząd piastował aż do zamachu majowego. Trudno się więc dziwić, że o Piłsudskim wyrażał się z niechęcią. Wrócił do Poznania. Czekały na niego przygotowania do Powszechnej Wystawy Krajowej, budowy spalarni śmieci i elektrowni, rozbudowa palmiarni, gazowni, sieci tramwajowej, stadionu miejskiego… To tylko nieliczne z wielu inwestycji jakie udało się zrealizować za jego prezydentury.
Pieniądze pozwoliły realizować mu marzenia Przez całe życie wspomagał biednych, fundował pomniki, darował obrazy, wspierał turystykę, był ojcem chrzestnym sporej rzeszy wielodzietnych rodzin, fundował książeczki oszczędnościowe. Ba. W 1927 roku anonimowo podarował znaczną sumę będącemu na skraju ubóstwa Stanisławowi Przybyszewskiemu (pracował krótko na poznańskiej poczcie). Można by tak wymieniać w nieskończoność. Ktoś mógłby powiedzieć – był bogaty to dawał. I owszem – był bogaty. Miał udziały w fabryce Chemicznej na Starołęce, jednak gdy w latach 30. kryzys ogarnął świat, stracił niemal wszystko. Utrzymując się z pensji prezydenta, większą jej cześć znów przeznaczał na wzniosłe cele.
Od pyrów po znaczki
Ratajski początkowo z ciekawością uczęszczał na wszelkie oficjalne przyjęcia i bankiety. Z czasem bywał na nich coraz rzadziej. Nad frykasy cenił ziemniaki z kwaśnym mlekiem. Jeśli już pił alkohol, to koniecznie musiał to być oryginalny węgierski tokaj. Był katolikiem, ale niepraktykującym. Nie przepadał za klerem. To Cyryl Ratajski jako pierwszy użył w Poznaniu słowa telewizja. Było to w 1927 roku kiedy to zapowiedział, że niebawem będziemy świadkami jej narodzin. Oprócz tenisa miał i inne hobby. Zbierał znaczki. Nie stronił od zabawy. Miał poczucie humoru. Lubił się śmiać i często śmiał się z samego siebie.
Był pierwszy…
We wrześniu 1939 roku to on przekazywał władzę w Poznaniu. Osadzony w Forcie VII przez pomyłkę trafił do obozu przesiedleńczego przy Głównej w Poznaniu. Odebrano mu wszystko. Razem z żoną został wywieziony do Generalnej Guberni i osiadł w małej wsi pod Sandomierzem. W tym samym czasie jego syn Ziemowit trafił do Francji, a stamtąd do Anglii. Kordiana uwięziono w berlińskim Moabicie. Bardzo szybko odzyskał jednak wolność. Cyryl Ratajski został pierwszym delegatem Rządu Londyńskiego na Kraj.
Ratajski zmarł 19 października 1942 roku. Gdy w 1922 roku Cyryl Ratajski obejmował urząd mówił: Pragnę oddać życie swoje miastu w zupełności, nie mam innych ambicji ponad tę jedną, aby pozostawić dobrą u potomnych pamięć. I zostawił.
Krzysztof Smura



