Gdy umierała błogosławiona Sancja Szymkowiak, w nowej świątyni funkcjonował magazyn mundurów. Stara była zapełniona rzeźbami z całego Poznania. Trzy lata później wszystko spłonęło.
Kościół pod wezwaniem świętego Rocha. Ulica Kórnicka. Strzelista wieża znana dobrze mieszkańcom Rataj i tzw. Łaciny. Od kilkuset lat miejsce kultu, któremu początek dali sami mieszkańcy podmiejskiej osady.
Z inicjatywy wiernych
W dziejach poznańskiego kościoła to chyba przypadek odosobniony. O to, by przy obecnej ulicy Kórnickiej powstała świątynia, wnieśli sami mieszkańcy. Oni też postanowili się opodatkować na jej rzecz oraz zdecydowali o utworzeniu szkoły parafialnej. Pierwsze oficjalne wzmianki o utworzonej tu świątyni pochodzą z 1628 roku, choć na jej miejscu, istniała zapewne już wcześniej kaplica służąca mieszkańcom ówczesnego miasteczka – Stanisławowa. Kościółek finansowany przez miejscowych rzemieślników oraz z dochodów od kilku ogródków popadał jednak stopniowo w ruinę. Nowe czasy nastały po potopie.
Szwedzi na początek
Gdy w połowie XVII wieku na Rzeczpospolitą spadła nawała wojsk szwedzkich (kto oglądał serial „1670” ten wie o co chodzi), zniszczenia i rabunki dotknęły i Poznań. 16 marca 1656 roku wielki pożar strawił zabudowania kościoła Franciszkanów na Grobli, co spowodowało, że przenieśli się oni do kościoła św. Rocha. Zarządzali nim jeszcze do połowy XIX wieku i to tu właśnie znalazł swe miejsce obraz Matki Boskiej w Cudy Wielmożnej Pani Poznania. Słynący cudami obraz został później przeniesiony do kościoła na Wzgórzu Przemysła, gdzie znajduje się do dziś. W swej historii świątynia kilkakrotnie popadała w ruinę i była odbudowywana. Największy kataklizm dotknął ją jednak w 1737 roku, gdy wielki huragan spustoszył miasto. Ogromnym trudem kościół odbudowano i otwarto dla wiernych w 1746 roku.
Wątpliwe relikwie
Jednym z najciekawszych dokumentów przedstawiających dzieje kościoła jest raport z czasu Komisji Dobrego Porządku sporządzony przez Józefa Rogalińskiego. W piśmie z 1779 roku przedstawia on zaniedbania do jakich doszło na terenie parafii. Wspomina o nie działającej szkółce parafialnej i szerzącym się analfabetyzmie, o zaginionych srebrnych wotach, które wyniesiono z kościoła, jak i brakach w posłudze kościelnej. Jednym z najciekawszych fragmentów raportu jest poddanie w wątpliwość prawdziwości przechowywanych tu relikwii. Rogaliński w związku z brakiem dokumentacji zalecał poddanie ich badaniom. Inne relikwie miały być spalone, zaś popiół wsypany do chrzcielnicy.
Kasacja i odtworzenie
W 1822 roku nastąpiła kasacja zakonu Franciszkanów. W latach 40. XIX stulecia rozwiązano parafię, zaś kościół przyłączono do parafii św. Jana. Stary kościółek z pruskiego muru stał jednak nadal, choć coraz bardziej chylił się ku upadkowi. Zmiana nastąpiła dopiero w latach 30. XX wieku. Okazało się, że świątynia jest już za mała na potrzeby odtworzonej parafii. W 1937 roku zdecydowano się zrealizować projekt Franciszka Morawskiego nawiązujący do architektury starego kościołka. Nowa świątynia powstała tuż obok starej w 1939 roku. W czasie wojny była wykorzystywana na magazyn mundurów, zaś w starym kościołku stworzono również magazyn tyle, że figur dewocyjnych.
Stary kościółek, w którym zapewne modliła się błogosławiona przez Jana Pawła II Sancja Szymkowiak, spłonął w 1945 roku. Dziś na jego miejscu znajduje się niewielkie wzniesienie i mały cmentarz. Spoczywa na nim również owa Sancja, której Francuscy jeńcy nadali przydomek świętej.



