Komorniki dla Ciebie Wydarzenia Spacerkiem po XIX wiecznych piwiarniach. Małe piwko do kołyski.

Spacerkiem po XIX wiecznych piwiarniach. Małe piwko do kołyski.

przez Krzysztof Smura
427 razy przeczytano 5 minut czytania

Dawno temu istniał w Poznaniu piękny zwyczaj. Zimową porą robotników
podążających do domów za miastem obdarowywano na drogę dzbanem podgrzanego
piwa. Żaden nie czuł mrozu, a do domu wracał uśmiechnięty i co by nie mówić –
podchmielony.


Trunek miał wzięcie, że hej. Dość powiedzieć, że pod koniec XIX wieku na jednego
poznaniaka przypadało rocznie 109 litrów piwa (licząc oseski, kobiety w ciąży i dziadków
kalwaryjskich).
Piwko od kołyski
Nasi przodkowie uważali piwo za trunek szlachetny zdrowiu służący. To też trudno się
dziwić, że smak piwa znali poznaniacy już od kołyski. Jak tylko matka przestawała
karmić dziecko piersią, to podstawowym posiłkiem w diecie malucha stawała się papka z
chleba, masła i… piwa. Tak ulepione kulki przykładano dziecku do buzi, a to ssało
(niestety) aż miło.
Z piwem wiązały się też wiejskie obyczaje. Przykładowo, we wsi Wilda istniał zwyczaj, że
każdego roku po Bożym Ciele nowi mieszkańcy wsi musieli zaprosić wszystkich
dorosłych osobników na tzw. popijawę. Jeśli akurat rok był kiepski, a nowych nie
przybyło wówczas sołtys sięgał do gminnej kasy i zwyczajowi stawało się zadość.
Karczma na dzisiejszym Rynku Wildeckim pękała w szwach.
Grodzisz na Starym
Marceli Motty wspominając w kultowych ,,Przechadzkach po mieście’’starych
poznaniaków nie omieszkał zajrzeć do najpopularniejszej piwiarni pierwszej połowy XIX
wieku. U Zientkiewicza opodal Ratusza spotykał się miejscowy Parnas i sączył
obowiązkowego grodzisza. ,,W owym domu były dwa niewielkie, ciemne i wilgotne
pokoiki przez mnóstwo ludzi zwiedzane. Żadnego innego trunku nie podawały tam
młode Heby (boginie młodości) jak tylko piwo grodziskie w wysokich wyginanych
szklankach” Piwiarnia miała jeszcze jedną zaletę. Gustujący w ciężkich trunkach Niemcy,
rzadko ją odwiedzali.
Jasne u Heinischa
Pierwszym poznaniakiem, który zaczął w grodzie Przemysława serwować jasne piwo był
niejaki Heinisch. Ten aktor ,,niemieckiej trupy olbrzymio grubego dyrektora Vogta” grywał
przede wszystkim role kochanków swej własnej żony. Znudziwszy się w końcu tym
nużącym poniekąd zajęciem postawił na piwo. Obok apteki Kolskiego (dziś Apteka pod
Lwami) stworzył ze swą połowicą lokal jak się patrzy. Piwo typu norymberskiego
podawano w zamykanych kuflach, a na lichtarzach stojących na stołach powieszono
dzwonki, którymi domagano się trunków. Towarzystwo falowało, śpiewało, dzwoniło a
wesela nie było końca…. Niestety kasy dziwnym trafem aktorzy się nie dorobili bowiem
ich przygoda trwała dwa lata, po których zrezygnowali, wyjechali i pewnie znów zostali
teatralnymi kochankami. Na zdrowie.

Jak z pianką, to na dworze
W pierwszej połowie XIX wieku przyszła w Poznaniu moda trwająca do dziś. Moda na
picie piwa pod chmurką. Asumpt do tego zwyczaju dał namiestnik Radziwiłł budując
znaną wszystkim Drogę Dębińską. Magnat chciał sobie dogodzić budując trasę do swego
pałacyku myśliwskiego. Przy okazji dogodził i poznaniakom. Co bardziej
przedsiębiorczy zaczęli przy drodze i nad Wartą budować piwne ogródki. Powstała Nowa
Syberia, San Domingo, Columbia i inne przybytki uciech. Tłumy wędrowały tu przez
Bramę Dębińska i bawiły się, biły, kochały i piły do świtu przy dźwiękach orkiestr, które
często zastępował świergot świerszczy w nadrzecznych zaroślach. Co tam się działo nie
napiszę bo się nie nadaje. Do publikacji.
Bardziej cywilizowanie, ale i drożej było natomiast w największym ogródku piwnym
miasta na tyłach Odeonu – piwiarni z letnim teatrem wybudowanym na terenie obecnego
Pasażu Apollo. Postawił ją niejaki Lambert mający ,,więcej męstwa w sercu niż talarków
w kieszeni”. Wcześniej ów Lambert ,,indywiduum podpadajace wyglądem, znacznie otyłe
z wielka głową na krótkim karku” miał mały browar przy Ślusarskiej. No i dorobił się.
Można i z automatu
Kiedy już lato miało się ku końcowi, a na dworze coraz częściej siąpił deszcz, wytrawni
piwosze szukali lokalu ,,na zimę”. Takowych było mnóstwo. Tylko przy samej Berlińskiej
(27 Grudnia) było kilka piwiarni. Sporym wzięciem cieszyła się ta ulokowana na przeciw
Teatru Polskiego, a jako jedyna posiadająca automat do rozlewania piwa. Jak pisze
Waldemar Karolczak w Kronice Miasta Poznania, piwo lało się do szklanicy po
wrzuceniu w specjalny otwór monety 10 fenigowej. Bywało jednak, że automat nawalał.
W czasie takich awarii niezorientowani klienci o mało go nie rozbijali. Nie czynili tego,
bowiem za ścianą w odpowiednim czasie pojawiał się właściciel (przygotowany na taką
okoliczność), który na czas awarii zastępował urządzenie. Klienci o niczym nie wiedzieli,
a właściciel jak automat – lał i lał, a pianka i stosik monet rosły aż miło.
Do Tunelu na wieprzowe uszka
Z 27 Grudnia niedaleko było do kolejnego przybytku. W Tunelu Bismarcka ulokowanym
pod dzisiejszą ulicą Kantaka, w liczącym 51 metrów długości podziemnym lokalu
stworzono piwny raj. Tu jednak nie tylko pito, ale i spożywano. Jak czytamy w Posener
Zeitung z 1875 roku do wyszukanych gatunków piw podawano grochówke z
wieprzowymi uszkami, świebodzińskie kiełbaski z magdeburska kapustą, majonez z ryb i
angielski rostbef. Czas coś przekąsić.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Podzielenia się nim ze znajomymi.

MOŻE CIĘ ZAINTERESUJE?

O Nas

Komorniki dla Ciebie – lokalna bezpłatna gazeta w Gminie Komorniki

Komorniki dla Ciebie – All Right Reserved. Developed by ONEBIT

Ta strona używa plików cookie, aby poprawić komfort korzystania z niej. Zakładamy, że nie masz nic przeciwko temu, ale możesz zrezygnować, jeśli chcesz. Zgoda Zapoznaj się

Are you sure want to unlock this post?
Unlock left : 0
Are you sure want to cancel subscription?
-
00:00
00:00
Update Required Flash plugin
-
00:00
00:00